Data utworzenia:
Kategorie:
Dietetyk o zaburzeniach odżywiania - wywiad
Anna Szlęzak – dietetyk: Kim jestem? Nazywam się Ania Szlęzak, jestem dietetykiem w Soterii Anamija. Byłam też asystentem w ośrodku, pracowałam z pacjentami na co dzień. Czym się zajmuję? Teraz głównie konsultacjami dietetycznymi. Prowadzę zajęcia indywidualne, ale też grupowe warsztaty. Przygotowuję zalecenia dla pacjentów, analizuję ich wyniki i parametry. Przyjmuję też pacjentów w ramach poradni. Spotykam się też z pacjentami z zaburzeniami odżywiania, którzy byli już u nas w ośrodku, ale kontynuują leczenie.
Anna Szlęzak: Nie tylko, choć jest to większość. Pojawiają się u nas pacjenci z różnymi trudnościami żywieniowymi. W ramach kompleksowej opieki konsultuję się również z rodzicami podopiecznych oddziału. Nawet jeżeli leczymy osobę pełnoletnią – udzielamy wsparcia bliskim osobom. Prowadzimy też edukację żywieniową tak, aby proces leczenia odbywał się sprawnie.
Anna Szlęzak: Mogą oni otrzymać wskazówki, jak postępować, jak się zachować, na co uważać, ale też czego nie robić wobec osoby z zaburzeniami odżywiania. Jeżeli chodzi o obecność rodziców to zależy od sytuacji i od pacjenta. Bezpośrednia konsultacja jest tylko z pacjentem. Rodzice są zaproszeni przed konsultacją albo po niej osobno. Przeprowadzam też wspólną rozmowę z rodzicami i dzieckiem.
Anna Szlęzak: Jeżeli jest to zupełnie nowy pacjent to przeprowadzam wstępny wywiad. Rozpoznaję, jakie były zaburzenia, jakie były preferencje żywieniowe od samego początku, odkąd pacjent pamięta. Oczywiście dopytuję rodziców, jak wyglądało żywienie w okresie niemowlęcym i tuż po niemowlęcym, czego pacjent może nie pamiętać. Omawiamy też alergie, choroby, ale też relacje pacjenta z innymi osobami. Jest to bardzo szczegółowa rozmowa tak, żeby pacjenta jak najbliżej poznać i jak najbardziej zrozumieć. Bardzo pomocne są też wyniki badań oraz analiza składu ciała. Cała historia żywieniowa pacjenta ma znaczenie. Rozmawiamy też o obecnych upodobaniach i preferencjach. Na podstawie takiego spotkania można wyciągnąć wnioski na temat tego, w jaki sposób zalecić dalsze leczenie żywieniowe i w jaki sposób najbardziej pacjentowi pomóc. Ustalamy też schemat dotyczący posiłków, odpowiedniej kompozycji w odpowiednim czasie. Jest bardzo trudne, ponieważ następuje taki naturalny opór. Może nie tyle naturalny, spowodowany bezpośrednio chorobą, opór wobec przyjmowania posiłków w ogóle. Z biegiem czasu takiemu pacjentowi jest coraz łatwiej.
Anna Szlęzak: Podczas każdego spotkania odbywa się analiza składu masy ciała, która jest postawą do tego, aby obserwować, jak zachowuje się organizm pacjenta. Następnie rozmawiamy. Omawiamy dotychczasowe postępy, weryfikujemy czy trzeba coś zmienić, jak pacjent sobie radzi. Rozmawiamy o tym co udało się wdrożyć, a z czym są trudności.
Anna Szlęzak: W zależności od tego, z czym pojawia się pacjent jest to rozpoczęcie regularnego przyjmowania posiłków, opanowanie napadów objadania się, wdrożenie wartościowych posiłków w codziennym życiu tak, aby dostarczać organizmowi niezbędnych składników. Dla pacjentów z anoreksją czasem największym kłopotem jest jak zacząć jeść oraz jak uporać się z myślami chorobowymi.
Anna Szlęzak: To myśli, które pojawiają się najczęściej po posiłkach. Są takim „głosem” zaburzeń odżywiania. Mogą dotyczyć wyglądu, poczucia wartości danej osoby, ale też przybierać postać najbardziej surowego krytyka, który rozlicza z każdej zjedzonej kalorii. U osób z bulimią te myśli krążą wokół potrzeby intensywnych ćwiczeń, zwrócenia posiłku lub przeczyszczenia się. Co do trudności jeszcze – przy bulimii właśnie jest to już samo jedzenie, opanowanie tego jedzenia tak, żeby się nie objadać. Zatrzymanie tego schematu jest możliwe wtedy, gdy wiemy czego się spodziewać, gdy go zobaczymy i obserwujemy sami siebie.
Anna Szlęzak: Oczywiście, że nie. Uczymy też pacjentów tego, że to jedzenie jest dla nich. Jest też jednym z warunków dobrego samopoczucia. Nie da się nie jeść prawie w ogóle albo jeść napadowo i być zdrowym, to wpływa na cały organizm. Postrzeganie siebie, swojej sylwetki jest w zaburzeniach odżywiania mocno zniekształcone.
Ale też często życie takiego pacjenta kręci się wokół jedzenia. Ciągle myślą o kaloriach, o gramach, o etykietach, przeczytaniu tych etykiet i zawartości cyferkowej, jak ja to nazywam. I całe jego życie tak naprawdę toczy się nie wokół tego. Inaczej postrzegają czym jest jedzenie dla człowieka. To my uczymy jaką wartość funkcjonalną i odżywczą spełnia, że może być przyjemnością. Osoby z zaburzeniami odżywiania w ogóle tego nie odczuwają. Nie mają tej przyjemności, którą zdrowy człowiek odczuwa podczas posiłków, na przykład ze swoimi bliskimi znajomymi, a przecież jest to forma też zacieśniania relacji. Traktują to jedzenie jest zupełnie tak schematycznie, kalorycznie i matematycznie. I to też zmieniamy.
Anna Szlęzak: Tak właściwie to trzeba popatrzeć na proces leczenia holistycznie. To znaczy: tu nie pracuje tylko dietetyk. Pracuje psychoterapeuta, pracuje psychiatra. Jeżeli pacjent jest u nas w ośrodku, są też asystenci, który bezpośrednio mają całodobową styczność z pacjentem. Więc to jest opieka wielu osób. Dzięki pracy całego zespołu możemy monitorować postępy pacjenta i pomagać w tych trudniejszych momentach, gdy motywacji jest mniej. Co do pacjentów zewnętrznych – wsparciem są osoby bliskie, które my angażujemy w leczenie. To oni pomagają wytrwać w zaleceniach. Uczymy też rodziców, w jaki sposób postępować ze swoim dzieckiem. Czego unikać, na co się nakierowywać, jak się zachować w sytuacji, kiedy na przykład u dziecka pojawia się opór wobec jedzenia. Bardzo często przyjaciele, rówieśnicy też są w stanie takiej osobie pomóc, o ile oczywiście pacjent chce wyjawić, że ma taki problem. Środowisko szkolne, przyjaciele, najbliżsi, są zaangażowani w leczenie i wspierają.
Anna Szlęzak: Bardzo często rozmawiam o tym na warsztatach dietetycznych, które prowadzę. Dla osoby, która coś takiego zauważy jest to bardzo duża trudność. Jeżeli mamy dobrą relację z tą osobą to oczywiście jest trochę łatwiej. Takiej osobie, możemy w jakikolwiek sposób zwrócić uwagę na to, że coś budzi nasz niepokój. Że widzimy jego relację z jedzeniem i się zwyczajnie martwimy. Dobrze jest wtedy pamiętać, że osoba z zaburzeniami odżywiania może uważać, że wcale nie jest chora albo też nie jest wystarczająco chora na to, żeby się leczyć. Wydaje jej się wtedy, że w pełni kontroluje ona swoją relację z jedzeniem. Ale najczęściej to już jest taki etap, kiedy przychodzi się tę granicę od momentu zmniejszenia masy ciała do zaburzeń odżywiania. Pacjenci chorują na zaburzenia odżywiania, nie zdając sobie z tego sprawy, ale jest to dla nich już tak ważne, tak dużo czasu temu poświęcili, że trudno przyjąć do siebie, że to im nie służy. To często coś, co stworzyli dla siebie i tak cennego, że trudno to odrzucić. Więc jeżeli chodzi o rówieśników, czy też przyjaciół, bardzo często oni udają się po prostu bezpośrednio albo do pedagoga, do wychowawcy, do kogoś dorosłego. Ale też bezpośrednio do rodzica, tej bliskiej osoby. Bo najczęściej ktoś, kto ma z tym problem będzie zaprzeczać. Przy osobie dorosłej warto pamiętać, że nie powinniśmy udawać, że problemu nie ma. Zauważajmy i pokazujmy naszą troskę.
Anna Szlęzak: To zależy od wielu czynników. W zależności od niedożywienia organizmu, stanu zdrowotnego, zagrożeń związanych z przyjmowaniem danych pokarmów, alergii i tego jak sam pacjent podchodzi do leczenia. Co jest dla niego wyzwaniem, czy jest potrzebna suplementacja i jaka. Tutaj także współpracujemy z lekarzem. Wychodzimy od pewnej bazy i następnie modyfikujemy ją w zależności od postępów.
Są pewne zasady, które są niezmienne i są niezbędne w procesie leczenia. Na przykład w warunkach domowych nie dokonujemy pomiaru masy ciała. Nie ważymy się, nie mierzymy się, nie mierzymy obwodów. Jeśli chodzi o inne zalecenia, to także zależy, co jest dla kogo adekwatne na tę chwilę i na jakim etapie leczenie taka osoba się znajduje. Wiele osób z zaburzeniami odżywiania wcześniej na przykład trenowało taniec, czy też pływanie. Ustalamy wtedy warunki powrotu do pełnej aktywności.
Anna Szlęzak: Uważam, że pierwszą podstawową zasadą jest współpraca zarówno z psychoterapeutą, jak i z dietetykiem oraz psychiatrą. Bezpośrednie stosowanie się do wytycznych i do zaleceń. Wiadomo, że rodzice z troski o swoje dziecko i z miłości, patrząc na tą swoją pociechę, która zaczyna jeść, wydaje im się, że to już wystarczy, bo przynajmniej zjada cokolwiek. A to nie o to chodzi, żeby zjeść cokolwiek, żeby jeść w ogóle. Tylko chodzi o to, żeby stosować się do określonych zaleceń. Są one tak skonstruowane, żeby dostarczyć wszystkich odpowiednich składników odżywczych w odpowiednich ilościach. Na początku, to jest tylko dożywianie. Z biegiem czasu jest to określanie, jaki sposób żywienia dla takiego pacjenta będzie mu zapewniał zdrowie i życie na odpowiednim poziomie, w radości, wolności i szczęściu.
U rodziców ważna i trudna jest konsekwencja, wymaganie tego, co jest w zaleceniach. Nie uginanie się pod presją dziecka, które niejednokrotnie potrafi krzyczeć, potrafi się złościć, być w opozycji do rodzica. Rodzic musi przekazać: kocham cię i dlatego, że cię kocham, to od ciebie wymagam, bo chcę, abyś był zdrowy. Chcę abyś był szczęśliwy, nie karam cię tym, że jestem podczas przygotowywania posiłków. Nie karam cię swoją obecnością, kiedy jestem podczas jedzenia tego posiłku, ja po prostu cię wspieram. Tak, żeby dziecko potrafiło to zrozumieć, to wszystko, co się dzieje wokół niego. To jest dla niego, nie, żeby go za coś ukarać, bo ono już ukarało dużo wcześniej samego siebie. Choroba ukarała go na tyle, że on teraz potrzebuje pomocy i to jest najważniejsze, żeby był świadomy tego, że jest chory i wszyscy, którzy są wokół niego, również rodzice, chcą po prostu pomóc.
Anna Szlęzak: Pomoc pacjentowi nie jest łatwa, zawsze mówię: idź w stronę słońca! Sukcesem jest na pewno dla tych osób, które chorują moment, w którym mogą pokochać samego siebie. Kiedy zobaczą swoją wartość. Przytoczę taką historię jednej z pacjentek, która chorowała przewlekle kilka lat. Któregoś dnia poczuła siebie, pokochała siebie. Zobaczyła to w relacji z osobami, których dawno nie widziała i które przyjęły ją z wielką czułością i miłością. Niezależnie od tego, że była ubrana w wyciągnięte dresy, nie miała makijażu, była rozczochrana. Poczuła wtedy, że jest człowiekiem, że jest sobą, że ma swoje imię, swoją osobowość. Powiedziała mi: wtedy pokochałam siebie i teraz kocham siebie. Myślę, że to jest taki piękny moment, kiedy mogę coś takiego usłyszeć. Jaki to jest wielki sukces dla tej osoby, że siebie pokochała.
Anna Szlęzak: Również dziękuję!
Dietetyk o zaburzeniach odżywiania - wywiad
09:00 – 16:00
Niedziela
Nieczynne
Dane kontaktowe
Soteria Anamija
Centrum Zdrowia Psychicznego